Po raz kolejny słyszę upiorny śmiech, który towarzyszy mi od początku wyprawy. Idę po łące, którą ledwo widzę. Już dawno zapadła noc, w której chmury przesłoniły księżyc. Mimo to, ja zmierzam w jednym, określonym kierunku - na wschód. Gdy jednak ponownie słyszę śmiech, nie wytrzymuję.
- Kim jesteś? - pytam, spokojnym i obojętnym głosem. Rozglądam się po lesie, gdyby właściciel głosu się ukazał. Nic takiego jednak się nie stało.
- Och, przecież mnie znasz. - mówi głos. Tym razem dostrzegam, że to wadera, przynajmniej brzmi jak przedstawicielka płci żeńskiej. Od razu staje mi przed oczami Eris, moja ukochana Eris, ale szybko odpędzam od siebie te myśli. Jej już nie ma, straciłem ją. Mimo to, niemal czuję jej zapach...
- Ujawnij się, nie bądź tchórzem. - mówię głośno, i po chwili słyszę szelest liści po lewej stronie. Zwracam wzrok w tamtym kierunku, a po chwili z krzaków wyłania się istota, której nawet nie umiałbym sobie wyobrazić. W mroku niewiele dostrzegam, i cieszę się z tego. Nie chciałbym dostrzec całego ciała, i wszystkich detali. To byłoby zbyt przerażające. Istota przemieszcza się szybko, nienaturalnie szybko. Po ułamku sekundy jest już przy mnie. Zanim udaje mi się osłonić całe ciało piórami, czuję stalowy uchwyt istoty na karku, która rzuca mnie w drzewo. Widzę zbliżający się pień, po czym nie widzę i nie czuję nic.
~~~
- Kim jesteś? - słyszę ostry jak brzytwa głos, który stopniowo mnie wybudza. Otwieram oczy, i rozglądam się, próbując zorientować się, gdzie jestem. Leżę pod tym samym drzewem, w które uderzyłem tej nocy. Po czym podnoszę wzrok na właścicielkę głosu. Stoi tam wadera o lśniącym futrze, granatowym, gdzieniegdzie szarym. Ma chłodny i nieufny wzrok, widać, że mi nie ufa. Najwidoczniej jest mądra.
- Azure... - zaskakuje mnie mój głos. Jest ochrypły, brzmi jak głos który mógłby należeć do istoty z innej planety, napewno nie wilka takiego jak ja. Po chwili uświadamiam sobie, jak bardzo jestem spragniony, i że najwidoczniej nie piłem nic od wielu dni.
- Co robisz na terenach mojej watahy? - ponownie słyszę głos nieznajomej wadery, tym razem wyraźniej.
- Ja... Nie wiem. Nic nie pamiętam. - kłamię, przychodzi mi to tak łatwo, jak oddychanie. Wadera chyba mi wierzy.
- Chcesz dołączyć do mojej watahy, Azure? - pyta wadera. Otwieram pysk, by jej odpowiedzieć, aczkolwiek nie umiem wydać z siebie dźwięku. Zamiast tego kiwam głową, zgadzając się. Wadera lekko unosi kąciki ust, ale nadal widzę w jej wzroku nieufność.
- Pokaże ci najbliższe źródło wody. - mówi, dostrzegając mój problem. Wstaję, i idę za nią, mając pewne trudności. Boli mnie bowiem prawa łapa, pewnie skutki uderzenia w drzewa z poprzedniej nocy. Droga wydaje się nieskończenie długa, może to przez pragnienie, lub ból. W końcu jednak jesteśmy przy rzece, w której widzę parę ryb, wesoło się pluskających w ich domu. Piję, nie spuszczając wzroku z wadery. Ta po chwili kiwa głową i odchodzi, chyba ma ważne rzeczy do roboty. Tak, w sumie jest alfą.
- A ty kto? - słyszę głos kolejnej wadery. To napewno nie Renn, to ktoś inny. Wstaję, już ugaszając pragnienie, i zwracam wzrok w stronę wadery.
Nieznajoma wadero?